środa, 30 września 2015

"gdyby co niedziela była taka muzyka, to bym wtedy chodził do kościoła"

Tytuł to podsłuchana (pan wychodził przede mną z kościoła) opinia bezpośrednio po zakończeniu koncertu finałowego Warsztatów Gospel w Mysłowicach. Nie będę ukrywał, że to jedno zdanie dało mi mocno do myślenia.

W końcu chodzi tu o motywację, która pcha nas (bądź niestety częściej odpycha) do (od) kościoła - nie tylko jako budynku, ale również Kościoła jako wspólnoty. Co sprawia, że uczestniczymy w nabożeństwie? Co jest dla nas najważniejsze? Czy dla owego pana najważniejszą sprawą byłaby muzyka? Co powinno być kluczem, magnesem przyciągającym ludzi?

Zapewne te pytania zadaje sobie całkiem sporo osób na świecie, w większości denominacji. Kościoły nie pękają w szwach, raczej cierpią na nadmiar wolnych miejsc. Wynika to pewnie z wielu faktorów. Religijna obojętność, kiepska prasa Kościołów w mediach, ludzkie zabieganie, mało ciekawa forma przekazu duchowej treści, mało ludzi w ławkach, niska temperatura w kościele, nudne kazanie (tu chyba najłatwiej narzekać...), kiepski śpiew i liturgia, muzyczne średniowiecze (czyli najczęściej śpiewanie XVII-XIX wiecznych hymnów) - argumenty zapewne można by mnożyć, lista bardzo by się rozrosła. 

Wiele Kościołów stara się wyjść możliwie blisko do ludzi, na przeciw ich oczekiwaniom. To naturalna tendencja - o wiernego trzeba czasem powalczyć, przyciągnąć go do kościoła, sam raczej nie przyjdzie. Stąd różnego rodzaju aktywności, dodatkowe zajęcia, warsztaty, koncerty, inicjatywy diakonijne, akcentowanie liberalnych poglądów, stawanie okoniem do katolickiego mainstreamu kościelno-politycznego, obecność w mediach społecznościowych = to wszystko może służyć reklamie danej wspólnoty, stać się atrakcyjnym, przyciągającym bodźcem, który sprawi, że ludzie pojawią się na nabożeństwie, spotkaniu biblijnym, koncercie, warsztatach. 

Niedawno kościół w Mysłowicach (najczęściej pusty) wypełnił się po brzegi. Podobnie było w Szopienicach tydzień wcześniej. Byłem tym poruszony - pierwszy raz widziałem tłumy w owych kościołach. Nie byłbym sobą, gdybym nie westchnął i powiedział: "Panie Boże, gdyby tak było co niedzielę...". Wiadomo, szklanka zawsze do połowy pusta ;) 

Zastanawiałem się, co zgromadziło ludzi w kościołach. Koncert, zespół? Bliscy śpiewający na Warsztatach? Polecenie szefa z Urzędu Miasta, by ktoś reprezentował nasz wydział? Ciekawość? Brak innych planów? A może była to okazja, by uwielbiać wraz z zespołem Boga? 
Co motywowało ludzi, by śpiewać w trakcie Warsztatów? Dobra muzyka, entuzjazm i zachęty organizatorów, okazja by sobie pośpiewać po angielsku? Poczucie obowiązkowości, że skoro inni się zapisują, to ja też? Prośba, aby się pojawić, bo trzeba dobrych głosów? A może chęć oddania chwały Bogu?

Celowo umieściłem Boga pod koniec. Nie jest tak, że czasem Jego obecność, fakt brania sobie przez Niego chwały z pieśni staje się niejako oczywisty? No tak, jesteśmy w kościele, więc to powinno dać już do myślenia, narzuca pewien klimat, szufladkuje, ale ogólnie jest fajna muza, fajnie ludzie śpiewają, jest ok. By tak było co niedzielę - to może bym chodził regularnie. 

Ale czy chodzi tylko o rodzaj muzyki? Czy muzyka Gospel jest kluczowa w przekazie Kościoła? Co tak naprawdę powinno być ważne? 

Ja mam na to pytanie swoją odpowiedź. Ważna jest mowa o krzyżu. To jest klucz, to jest jądro, to powinno stać w centrum. Najistotniejszy jest Chrystus biorący na siebie wszystkie nasze problemy, kompleksy, cały nasz życiowy bajzel. Najistotniejszy jest fakt tego, że Bóg z miłości (tak, On kocha. Może w dzisiejszych czasach zawiłych relacji rodzinnych trudno sobie taką bezinteresowną miłość wyobrazić... On kocha. I jest wzorem by kochać - rodziców, dzieci, współmałżonków, podwładnych, szefów, etc) do człowieka posłał Jezusa, by Ten ukazał relację Boga i człowieka w zupełnie innym świetle. Bóg, dotąd daleki, tajemniczy, straszny, stał się jednym z nas. Pokazał, że nie cofnie się przed niczym, by uchronić swoje stworzenie od wiecznego oddzielenia od Niego.

To jest sedno Ewangelii. To sedno przesłania muzyki gospel (muzyki niosącej przesłanie Dobrej Wiadomości). To sedno, które ma gromadzić nas w kościołach. Niekoniecznie muzyka, ładne wnętrze, sporo ludzi, młodzieżowy przekaz, dynamiczny mówca. To Chrystus jest sednem kościelnego przesłania. Bóg bliski człowiekowi, Bóg dowartościowujący człowieka. Człowiek odkrywający, że może w ramionach Ojca znaleźć swoje schronienie, uleczenie cierpiącej, zakompleksionej, zagubionej duszy.


Ten przepiękny utwór od czasu Warsztatów pomaga mi się wyciszyć i dostrzegać moc Bożej bliskości. Polecam - może i wam będzie pomocny ;)

czwartek, 17 września 2015

nowe historie

Gdy na drodze życia spotykasz drugiego człowieka, to często masz okazję przeżyć coś niepowtarzalnego. Każdy ma do opowiedzenia fascynującą, wyjątkową historię. Pytanie tylko, czy jesteś gotów słuchać.

Fascynująco opowiadają dzieci. O swoim domu, rodzinie, zwierzątkach, o reklamach, jakie oglądają z rodzicami, o tym, co przyjdzie im do głowy. Może i bywają chaotyczne, ale uważam, że potrzebują uwagi. Nierzadko się je zbywa, ignoruje, przesadnie uspokaja. Być może to właściwe - nie mam swoich, więc nie wiem jak należy właściwie z nimi postępować. Póki co zbieram doświadczenie nauczycielskie - i widzę, że dzieci też potrzebują duszpasterskiego, uważnego towarzyszenia i słuchania.

Fascynująco opowiadają seniorzy. O młodości, niezrealizowanych marzeniach, czasach tysiąca osób w parafii, stażu w chórze. Bywają zgorzkniali, osamotnieni, z wielkim deficytem uwagi i gotowości do słuchania oraz wspólnego wędrowania u schyłku życia. Często powtarzają się, wiele historii słyszy się po kilka razy, niemniej jednak wyraźnie da dostrzec się poczucie wdzięczności za poświęcony czas i uwagę.

Fascynująco opowiadają doświadczeni życiem i służbą duchowni. Dzielenie się doświadczeniami, historie miejsc, losy ewangelików przeplatające się z burzliwymi wydarzeniami politycznymi jest naprawdę zajmujące. Mija godzina po godzinie, a apetyt na kolejne opowieści wiecznie pozostaje niezaspokojony.

Fascynująco opowiadają rówieśnicy. Wchodzą w dorosłość z wieloma planami, marzeniami, obawami. Są aktywni, potrafią patrzeć szerzej. Jednocześnie łatwo ich zranić, ujarzmić entuzjazm, zniechęcić. Da wyczuć się zapotrzebowanie na prawdziwe autorytety, mimo przekonania o własnej samowystarczalności, dojrzałości i pewności siebie.

Wszyscy jednak mają wspólną potrzebę - potrzebę uwagi, wysłuchania, okazania szacunku. To niezwykle istotne. Tego cały czas się uczę. Odkrywam, jak pożyteczne były zajęcia z duszpasterstwa na studiach. To początek fascynującej przygody. Czy przynoszę ulgę, pomoc, zrozumienie? Mam nadzieję, że tak. Jeżeli nie - trzeba cały czas pracować nad swoim warsztatem i prosić Boga o to, by prowadził w wymagającej sztuce duszpasterzowania. W końcu duszpasterstwo bez Boga, bez pomocy Ducha Świętego nie ma sensu. Duszpasterstwo pozbawione elementu pneumatycznego, nie nakierowane na odciążenie cierpiącego współgrzesznika (duszpasterz przecież też jest grzesznikiem!) mija się z celem.

Gdy na drodze życia spotykasz drugiego człowieka, to często masz okazję przeżyć coś niepowtarzalnego. Każdy opowiada fascynującą historię. Pytanie tylko czy jesteś gotów słuchać.

Jesteś?


P.S. Nowy etap życia wnosi mnóstwo nowych historii. Pozwala również pisać swoją własną. To borykanie się z nowymi doświadczeniami, wyzwaniami. To szkoła życia. Oby Bóg pozwolił być mi sumiennym uczniem.

Witam w świecie małego, coraz to bardziej zafascynowanego duszpasterstwem, praktykanta :)